X


[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Przykładał świeżo zwilżony gałganekdo czoła Tama, unikając wzroku Randa. Nie mogę patrzeć spokojnie, jak on umiera, panie al Vere.Muszę coś zrobić.Bard przestąpił z nogi na nogę, jakby chciał coś powiedzieć.Rand spojrzał na niegoz nadzieją. Czy ma pan jakiś pomysł? Jestem gotów na wszystko. Zastanawiałem się tylko  powiedział �om, postukując kciukiem w swoją długąfajkę  czy burmistrz wie, kto wyrysował smoczy kieł na jego drzwiach.Zajrzał do miski, potem zerknął na Tama i z westchnieniem włożył nie zapaloną faj-kę do ust. Ktoś wyraznie nie lubi albo jego, albo jego gości.Rand spojrzał na niego z niesmakiem i odwrócił się, by popatrzeć na ogień.Jego my-śli tańczyły jak płomienie i podobnie jak one, uporczywie trzymały się jednego miejsca.Nie mógł się poddać.Nie mógł tak stać i patrzeć, jak Tam umiera. Mój ojciec  pomyślał zapalczywie.  Mój ojciec.Kiedy opadnie gorączka, ta sprawa jakoś się wyjaśni.Ale najpierw trzeba się uporaćz gorączką.Tylko jak?Bran al Vere zacisnął usta, spojrzał na plecy Randa, a wzrok, jakim po chwili obda-rzył barda, przyprawiłby o konfuzję nawet niedzwiedzia.�om jednak sprawiał wraże-nie jakby czekał na coś jeszcze, minę miał taką, jak gdyby nic się nie stało. To dzieło któregoś Congara albo Coplina  odezwał się wreszcie burmistrz choć tylko Zwiatłość wie to na pewno.Liczny to ród, a tam gdzie można, albo nawetnie można, powiedzieć o kimś czegoś złego, to oni to zawsze mówią.Przecież zmusiliCenna Buie, żeby zaczął się do nich łasić. To ci, którzy tu przyjechali o świcie?  spytał bard. Nie dotarło do nich zupeł-nie, że tu były trolloki i chcieli koniecznie wiedzieć, kiedy zacznie się święto.Zupełniejakby nie widzieli, że pół wioski zamieniło się w popiół.Mistrz al Vere skinął ponuro głową. To boczna gałąz całej rodziny.Ale prawie się nie różnią między sobą.Ten głupiecDarl Coplin przez połowę nocy domagał się, bym przegonił panią Moiraine i pana Lanaz karczmy, a nawet ze wsi, jak gdyby w ogóle istniała tu jakaś wieś.Rand ledwie przysłuchiwał się ich rozmowie, ale pod wpływem tego ostatniego zda-nia przemówił.94  Co takiego zrobiło tych dwoje? Ona przywołała z czystego nocnego nieba kulisty grom  wyjaśnił pan al Vere. Sprawiła, że pomknął prosto na trolloków.Widziałeś potrzaskane drzewa.Trollokówspotkał podobny los. Moiraine?  spytał z niedowierzaniem Rand, a burmistrz skinął głową. Pani Moiraine.A pan Lan był jak trąba powietrzna ze swoim mieczem.Z mie-czem? Całe ciało tego człowieka jest bronią i to pojawiającą się w dziesięciu miejscachna raz, tak się przynajmniej zdawało.Niech sczeznę, ale dalej bym nie wierzył, gdybymtego nie widział na własne oczy. Potarł dłonią swą łysą czaszkę. My tu się przy-gotowujemy do wizyt Zimowej Nocy, ręce pełne prezentów i ciasteczek miodowych,w głowach szumi wino, a tu nagle psy zaczynają warczeć, z oberży wypada tych dwo-je i krzyczą coś o trollokach.Myślałem, że za dużo wypili.Skąd tutaj trolloki? A potem,zanim ktokolwiek się zorientował co się dzieje, ci.te stwory już były wśród nas na uli-cach, kroili ludzi mieczami, podpalali domy i wyli tak, że człowiekowi zastygała kreww żyłach.Wydał z siebie dzwięk wyrażający najwyższe obrzydzenie. Byliśmy jak te kury w kurniku, do którego wpadł lis, dopóki pan Lan nie dodałnam ducha. Nie trzeba się tak obwiniać  powiedział �om.Robiliście, co można.Nie każdyzabity trollok jest dziełem tamtych dwojga. Mhm.ano tak. Pan al Vere pokiwał głową. I tak trudno dać temu wszystkie-mu wiarę.Aes Sedai w Polu Emonda.A pan Lan jest Strażnikiem. Aes Sedai?  wyszeptał Rand. To nieprawda.Rozmawiałem z nią.Ona niejest.ona nie. Myślałeś, że one są jakoś oznakowane?  spytał burmistrz z krzywym uśmie-chem. Napis  Aes Sedai na plecach i może jeszcze  Uwaga, niebezpieczeństwo ?Uderzył się nagle w czoło. Aes Sedai.Jestem już stary i głupi, tracę rozum.Masz jedną szansę, Rand, o ile ze-chcesz z niej skorzystać.Nie mogę ci kazać tego zrobić i nie wiem, czy na twoim miej-scu starczyłoby mi odwagi. Szansa?  spytał Rand. Spróbuję wszystkiego, jeśli to się na coś zda. Aes Sedai potrafią uzdrawiać.Niech sczeznę, ale chyba słyszałeś, chłopcze, te opo-wieści.One leczą tych, którym nie pomagają lekarstwa.Bardzie, powinieneś to wiedziećlepiej niż ja [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • personata.xlx.pl
  • Drogi użytkowniku!

    W trosce o komfort korzystania z naszego serwisu chcemy dostarczać Ci coraz lepsze usługi. By móc to robić prosimy, abyś wyraził zgodę na dopasowanie treści marketingowych do Twoich zachowań w serwisie. Zgoda ta pozwoli nam częściowo finansować rozwój świadczonych usług.

    Pamiętaj, że dbamy o Twoją prywatność. Nie zwiększamy zakresu naszych uprawnień bez Twojej zgody. Zadbamy również o bezpieczeństwo Twoich danych. Wyrażoną zgodę możesz cofnąć w każdej chwili.

     Tak, zgadzam siÄ™ na nadanie mi "cookie" i korzystanie z danych przez Administratora Serwisu i jego partnerów w celu dopasowania treÅ›ci do moich potrzeb. PrzeczytaÅ‚em(am) PolitykÄ™ prywatnoÅ›ci. Rozumiem jÄ… i akceptujÄ™.

     Tak, zgadzam siÄ™ na przetwarzanie moich danych osobowych przez Administratora Serwisu i jego partnerów w celu personalizowania wyÅ›wietlanych mi reklam i dostosowania do mnie prezentowanych treÅ›ci marketingowych. PrzeczytaÅ‚em(am) PolitykÄ™ prywatnoÅ›ci. Rozumiem jÄ… i akceptujÄ™.

    Wyrażenie powyższych zgód jest dobrowolne i możesz je w dowolnym momencie wycofać poprzez opcję: "Twoje zgody", dostępnej w prawym, dolnym rogu strony lub poprzez usunięcie "cookies" w swojej przeglądarce dla powyżej strony, z tym, że wycofanie zgody nie będzie miało wpływu na zgodność z prawem przetwarzania na podstawie zgody, przed jej wycofaniem.